26 maja 2014

Wycieczka do Sztokholmu.

Zobacz fotorelację >>
W ostatnich dniach kwietnia 2014 r. uczestniczyliśmy z moją żoną Elżbietą w wycieczce do Sztokholmu organizowanej przez Stowarzyszenie Archiwistów Polskich. Nazwa organizatora jest tu bardzo ważna, o czym w dalszej części relacji.
Za morze można dostać się dwojako: powietrzem i wodą. My z Nowego Portu wypłynęliśmy 26 kwietnia promem m/f Scandinavia (Polferries) do Nynäshamm. Rejs trwał 19 godzin, ale szczęśliwie morze było bardzo spokojne, a nawet, można powiedzieć, że gładkie jak lustro. Następnego dnia w Nynäsham o godz. 14 wsiedliśmy do autokaru i pojechaliśmy zwiedzać Sztokholm. Już sama droga do celu, jakim był Sztokholmski Ratusz, była fascynująca. Miasto, które nie doświadczyło wojen budziło podziw, choć i ono nie oparło się niszczycielom, jakimi okazali się sami mieszkańcy, a w zasadzie władze, które w latach 60. wyburzyły część domów, aby w ich miejsce postawić nowe „lepsze” i nowocześniejsze. Dziś sami mieszkańcy Sztokholmu ubolewają z tego powodu, ale szczęśliwie przebudową objęto niewielki obszar. Sztokholm jest położony na 13 wyspach, które łączy ponad 50 mostów.
W Ratuszu pani przewodnik oprowadziła nas po miejscach związanych z uroczystym wręczaniem corocznych Nagród Nobla. Opisała przygotowania do uroczystości i jej przebieg. Ogromne wrażenie na nas wszystkich zrobiła sala złota. Z ratusza przejechaliśmy do Muzeum Vasa. Już sama historia okrętu budzi zdumienie, a jego wydobycie i odrestaurowanie to konserwatorski majstersztyk. Okręt Vasa został zbudowany w 1628 r. i miał pokazać potęgę króla szwedzkiego Gustawa II Adolfa prowadzącego w tym czasie wojnę (tzw. 3-letnią) z Polską i jej królem Zygmuntem III Wazą, a jednocześnie pomóc w pokonaniu polskiej floty, która pod Oliwą w 1627 roku zwyciężyła Szwedów. W swój pierwszy i ostatni rejs okręt wypłynął 10 sierpnia 1628 r. Po przepłynięciu kilkuset mil, jeszcze w porcie, z pokładów oddano salwę honorową. Na jej skutek oraz na skutek wiatru, który w tym momencie zawiał okręt przechylił się tak znacznie, że przez luki armatnie wdarła się do wnętrza woda. Wraz z okrętem zatonęło ok. 50 osób. Przez wieki zapomniany, został odnaleziony ponownie pod koniec lat 50. Po wielu przygotowaniach po 333 latach spoczywania w morzu wrak okrętu został wydobyty i odbudowany. Okręt ozdobiony jest setkami kunsztownych rzeźb i w 98 % składa się z oryginalnych części.
Noc spędziliśmy ponownie na promie, gdzie dla wszystkich podróżnych przygotowano różnego rodzaju atrakcje. Trzeciego dnia (28.04) po śniadaniu pojechaliśmy ponownie do Sztokholmu. Tym razem celem wycieczki była Wyspa Rycerska i Sztokholmskie Archiwum. Na Wyspie Rycerskiej zwiedzaliśmy najstarszą część Sztokholmu - Stare Miasto (Gamla Stan), na którym stoi m.in. Pałac Królewski. Spacer urokliwymi uliczkami. pośród starych domów pozostawił niezapomniane wrażenia. Jednak na wielu z nas jeszcze większe wrażenie zrobiła wizyta w Riksarkivet (Szwedzkim Archiwum Narodowym). Już sama lokalizacja archiwum, a właściwie jego części, w której zgromadzone są archiwalne zbiory budziła podziw. Obecne archiwum wybudowano w latach 60. XX wieku, a więc w okresie zimnej wojny. Aby więc zabezpieczyć cenne zbiory, pod czteropiętrowym budynkiem mieszczącym biura, sale i pracownie, głęboko w skałach na 6 poziomach wydrążono ogromne sale zamykane stalowymi drzwiami, a wszystko to na wypadek wojny atomowej. Na każdym z pięter w trzech ogromnych salach zgromadzono najcenniejsze zbiory z całej Szwecji i jak się okazało nie tylko z tego kraju. Jak już wspomniałem na wstępie organizatorami wycieczki byli członkowie Stowarzyszenia Archiwistów Polskich i oni to uzgodnili z władzami Riksarkivet zwiedzanie archiwum i jego zbiorów. I tu czekała nas niespodzianka. Zwieziono nas do podziemi na poziom 6, gdzie przygotowano dla nas kilkanaście spośród wielu zgromadzonych w Szwecji archiwaliów polskiego pochodzenia, w części wywiezionych z Polski podczas wojen trwających z przerwami do 1660 roku i zakończonych podpisaniem 3 maja pokoju w Oliwie. I tu pierwsza niespodzianka, dano nam do ręki oryginalny traktat pokojowy. Innym cennym dokumentem był pochodzący z 1655 r. list przeora klasztoru Jasnogórskiego Augustyna Kordeckiego do gen. Müllera napisany jako odpowiedź na jego żądanie poddania klasztoru. Pokazano nam również stare mapy z okresu wojen szwedzkich, w tym te sporządzone w okolicach Gdańska, a także dokumenty opisujące odsiecz smoleńską. Wszystko to można było wziąć do ręki, obejrzeć z każdej strony i zrobić dowolną ilość zdjęć. Nawet dla archiwistów tak cenne dokumenty stanowiły nie lada gratkę. Ostatnie kilka godzin w Sztokholmie to czas na indywidualne zwiedzanie Starego Miasta, gdzie nas ponownie zawieziono. Tam mieliśmy okazję spotkać się ze znajomymi, z którymi przez 10 lat mieszkaliśmy na jednym piętrze wieżowca na Przymorzu, a którzy ponad dwadzieścia lat temu wyjechali do Sztokholmu.
Wszystko co dobre szybko się kończy i o godz. 17 musieliśmy zameldować się na promie. I tym razem król Neptun był wspaniałomyślny, pozwalając nam płynąć po gładkim morzu nie zmąconym żadną falą. Wracając, podziwialiśmy w pełnym słońcu widoki wybrzeża od Helu po Port Północny. Przed godz. 13.00 wpłynęliśmy do przystani w Nowym Porcie.

Krzysztof Kowalkowski

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz